Od wczoraj jestem blondynką. Od dzisiaj zmęczoną blondynką, a od jutra będę 100% blondynką, jeśli chodzi o kolor włosów.
Dni lecą powoli, mimo że czas mija strasznie szybko. Już za miesiąc próbna 1 matura, święta, sylwester, studniówka, kolejna próbna matura, walentynki, święta, zakończenie roku, matura, wakacje, studia. Czasami się boję, że nie dam rady, ale muszę wierzyć, że się uda.
Dobranoc <3
sobota, 22 października 2011
poniedziałek, 17 października 2011
#6
Te dni, kiedy leżę bez ruchu i patrzę w jeden punkt nie zauważając upływającego czasu. Pięć minut... kwadrans... pół godziny... godzina, dwie, pięć... Nie robi większej różnicy. Te myśli. Chore myśli, depresyjne myśli. Myśli, jakich nie mają nastolatki. Myśli, jakich nie powinien mieć nikt.
Proszę, niech to będą tylko myśli. Niech nie zmienią się one w plany. Niech znikną.
Mogę leżeć, mogę się nie ruszać, mogę nie mrugać, nie oddychać. Może i za to zostanę skarcona. Opieprzona przez wszystkich, że nic nie robię. Nie pomagam, nie rozmawiam, nie uczę się.
Jest tyle sposobów, żeby to zmienić. Czasem sama się boję tego co myślę. Może w końcu się ułoży? Może w końcu się odczepią? Nie mam pojęcia.
Chciałabym, żeby to wszystko się skończyło. Żeby zapadł błogi spokój, beztroska cisza.
Niech nie będzie niczego.
Widziałam krew. Swoją krew, nikogo innego, tylko swoją. Czerwone strumienie, ciepły i czerwony płyn. Zemdlałam, poczułam ból w głowie. Ucisk stawał się coraz mocniejszy. W końcu się obudziłam. Usiadłam na łóżku, a zimny pot zawijał szlaki na moim czole. Śniłam.
Chciałabym, żeby wszystko było snem.
Proszę, niech to będą tylko myśli. Niech nie zmienią się one w plany. Niech znikną.
Mogę leżeć, mogę się nie ruszać, mogę nie mrugać, nie oddychać. Może i za to zostanę skarcona. Opieprzona przez wszystkich, że nic nie robię. Nie pomagam, nie rozmawiam, nie uczę się.
Jest tyle sposobów, żeby to zmienić. Czasem sama się boję tego co myślę. Może w końcu się ułoży? Może w końcu się odczepią? Nie mam pojęcia.
Chciałabym, żeby to wszystko się skończyło. Żeby zapadł błogi spokój, beztroska cisza.
Niech nie będzie niczego.
Widziałam krew. Swoją krew, nikogo innego, tylko swoją. Czerwone strumienie, ciepły i czerwony płyn. Zemdlałam, poczułam ból w głowie. Ucisk stawał się coraz mocniejszy. W końcu się obudziłam. Usiadłam na łóżku, a zimny pot zawijał szlaki na moim czole. Śniłam.
Chciałabym, żeby wszystko było snem.
poniedziałek, 10 października 2011
#5
I znowu jest mi zimno. I znowu jest mi smutno. I znowu nie wiem co mam ze sobą zrobić. Chyba do mnie dotarło, że to już przestaje mieć sens. Nie wiem co mam zrobić, nie potrafię pomóc samej sobie, a chcę pomagać innym. To nie jest normalne.
niedziela, 9 października 2011
#4
I zaczęłam zastanawiać się co jest grane?? O co chodzi?? Tyle pytań, niedomówień... Poczułam się tak... smutna? Samotna? A może po prostu zagubiona? Na twarzy zawsze jednak pozostanie uśmiech. Nie ważne, że nieszczery, sztuczny. W końcu to uśmiech.
#3
Prawie cały dzień spędziłam w domu. Zjadłam zaledwie dwie kanapeczki od rana. Nie mam weny by tu pisać...
#2
Jesienny poranek. Chmury na niebie i zimny wiatr... Do kompletu brakuje tylko gorącej czekolady i dobrej książki. Ja tymczasem siedzę w moim małym pokoju, z laptopem na kolanach opatulona ciepłą kołderką. Zapowiadał się bardzo przyjemny dzień, ale nie warto niczego planować. I tak nie wyjdzie.
sobota, 8 października 2011
#1
Przyszło mi siedzieć samej w małym pokoju.
Pokoju wypełnionym tyloma wspomnieniami.
Jeszcze przed chwilą było tu pełno ludzi, prawie się nie mieściliśmy. Mimo tego ścisku było przyjemnie.
Lubię dni, w których mam z kim pogadać twarzą w twarz, lubię wieczory spędzone w łóżku z książką lub kartką papieru, na którą mogę przelać swoje myśli. Czasem w formie rysunki, czasem jako niesfornie poukładane wyrazy łączące się niekiedy w coś sensownego. Chciałabym, żeby było tak zawsze. Żeby dni zaczynały się i kończyły tak jak lubię. No, ale cóż robić. Skoro świat jest często bezczelny i nie patrzy na to, co czujemy. Ma nas perfidnie w dupie, w którą ciągle nas kopie. Nie wiem czy piszę z sensem, czy bez niego... Nie wiem ile czasu wytrzyma ten blog i nie wiem tego, co chciałabym wiedzieć.
Pokoju wypełnionym tyloma wspomnieniami.
Jeszcze przed chwilą było tu pełno ludzi, prawie się nie mieściliśmy. Mimo tego ścisku było przyjemnie.
Lubię dni, w których mam z kim pogadać twarzą w twarz, lubię wieczory spędzone w łóżku z książką lub kartką papieru, na którą mogę przelać swoje myśli. Czasem w formie rysunki, czasem jako niesfornie poukładane wyrazy łączące się niekiedy w coś sensownego. Chciałabym, żeby było tak zawsze. Żeby dni zaczynały się i kończyły tak jak lubię. No, ale cóż robić. Skoro świat jest często bezczelny i nie patrzy na to, co czujemy. Ma nas perfidnie w dupie, w którą ciągle nas kopie. Nie wiem czy piszę z sensem, czy bez niego... Nie wiem ile czasu wytrzyma ten blog i nie wiem tego, co chciałabym wiedzieć.
Subskrybuj:
Posty (Atom)