Te dni, kiedy leżę bez ruchu i patrzę w jeden punkt nie zauważając upływającego czasu. Pięć minut... kwadrans... pół godziny... godzina, dwie, pięć... Nie robi większej różnicy. Te myśli. Chore myśli, depresyjne myśli. Myśli, jakich nie mają nastolatki. Myśli, jakich nie powinien mieć nikt.
Proszę, niech to będą tylko myśli. Niech nie zmienią się one w plany. Niech znikną.
Mogę leżeć, mogę się nie ruszać, mogę nie mrugać, nie oddychać. Może i za to zostanę skarcona. Opieprzona przez wszystkich, że nic nie robię. Nie pomagam, nie rozmawiam, nie uczę się.
Jest tyle sposobów, żeby to zmienić. Czasem sama się boję tego co myślę. Może w końcu się ułoży? Może w końcu się odczepią? Nie mam pojęcia.
Chciałabym, żeby to wszystko się skończyło. Żeby zapadł błogi spokój, beztroska cisza.
Niech nie będzie niczego.
Widziałam krew. Swoją krew, nikogo innego, tylko swoją. Czerwone strumienie, ciepły i czerwony płyn. Zemdlałam, poczułam ból w głowie. Ucisk stawał się coraz mocniejszy. W końcu się obudziłam. Usiadłam na łóżku, a zimny pot zawijał szlaki na moim czole. Śniłam.
Chciałabym, żeby wszystko było snem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz